Serial: "Tajemnice Smallville" - 10x21-22

Dawid Rydzek | 2011-05-14 11:27:37a a a

Stało się. Nadszedł koniec. Pożegnaliśmy "Tajemnice Smallville", jeden z najdłuższych seriali sci-fi w historii telewizji. I było to pożegnanie w wielkim stylu.


Uwaga, recenzja zawiera szczegóły fabuły finałowego odcinka. Niezalecane jest czytanie jej więc przed jego obejrzeniem.

Zaczyna się od charakterystycznego "Previously on Smallville" wypowiadanego przez Michaela Rosenbauma, serialowego Lexa Luthora. Widzimy wiele scen jeszcze z pierwszych sezonów serialu, początki początków możnaby rzec. I już wtedy moje oczy się zaszkliły.

- And now the series finale of "Smallville" – rzekł z offu Tom Welling i zaczęło się na dobre.

Fanem serialu byłem od samego początku. Jako całkowity geek, śledziłem oczywiście wszystkie komiksowe produkcje, a filmowe adaptacje Supermana z Christopherem Reevem w roli głównej były chyba moimi ulubionymi filmami w czasach dzieciństwa. Same "Tajemnice Smallville" były dla mnie czymś wyjątkowym, był to serial, wraz z którym dorastałem. Clark Kent był postacią, wraz z którą dorastałem. Identyfikowanie się z głównym bohaterem ułatwili mi zresztą sami twórcy, którzy postawili na zupełnie inne ujęcie tematu Supermana. Dzięki umieszczeniu akcji serialu w czasach młodości Clarka, mogli pokazać Człowieka ze stali jakiego jeszcze świat nie widział – nieidealnego, z ludzkimi wadami i przywarami. W filmach utożsamienie się z Clarkiem było praktycznie niemożliwe, gdyż był on postacią rozsądną, odważną, prawą i sprawiedliwą, kimś zupełnie innym, niż przeciętyn szary człowiek. Wtedy stawiano na efekty specjalne, nie zwracano uwagi na emocje widza. Podobnie było w przypadku ostatniego "Superman: Powrót" – sam film był co prawda bardzo dobry, znakomicie wpasował się w klimat poprzednich produkcji z tej serii, ale nie odniósł specjalnego sukcesu kasowego. Czemu? Bo nie grał właśnie na emocjach. To pokazuje, jak niezwykle trudno przenieść postać Supermana na duży ekran. Miejmy nadzieję zatem, że uda się to Zackowi Snyderowi w "The Man of Steel".

Serial znaczył też dla mnie wiele, bo była to właściwie pierwsza produkcja amerykańska, którą zacząłem śledzić. Nie przegapiłem żadnego odcinka, każdy z nich oglądałem po kilka razy i za każdym cieszyłem się, jak dziecko nową zabawką. Nie byłem jednak ślepym widzem, dostrzegałem słabości serialu (ba, potrafiłem go solidnie skrytykować!), zdawałem sobie sprawę z tego, że jest on nieco przeciągany, że finałowy odcinek powinien nadejść kilka sezonów wcześniej. Teraz jednak, już po obejrzeniu ostatniego w historii epizodu "Tajemnic Smallville" dochodzę do wniosku, że nie zmieniłbym w serialu absolutnie nic. Takiego go pokochałem i takiego zapamiętam do końca życia. Prawdziwa miłość to przecież nie tylko kochanie "za coś", ale i "pomimo czegoś". I w chwili, gdy to piszę znów łzy ciekną po moich policzkach.

Wracając jednak do meritum, czyli początku finałowego odcinka. Bardzo ładne zagranie ze strony twórców i pokazanie futurospekcji – w ostatnich sezonach to wychodziło im bezbłędnie i tak jest też tym razem. Syn Chloe i Olivera (choć ten w tej scenie nieobecny – czyżby porzucił Sullivan dla Black Canary?) czytający opowieść o Clarku Kentcie w postaci komiksu o tytule "Smallville" jest pięknym wstępem do tej ostatniej podróży.

Ta zaś rozkręca się dosyć powoli. Pierwsza godzina finału to zmagania Clarka i Lois ze swoim przeznaczeniem i uczuciami. Oboje nie są pewni swoich decyzji i ewentualnych ich konsekwencji. Wyznania i ślubowanie przez drzwi zdecydowanie miały swój urok, a powrót piosenek do serialu nie tylko wzruszył, ale też przypomniał jego dawne lata.

Erica Durance i Tom Welling w trakcie podchodzenia do ołtarza prezentowali się znakomicie. Aktorzy zdają się zresztą nabierać dodatkowego wdzięku i urody wraz z wiekiem. Choć nikt nie powie, że Lois Lane w czwartym sezonie nie była piękną kobietą, to jednak była chyba nikim w porównaniu do Lane znanej z 10. sezonu, a szczególnie z finału - Durance w sukni ślubnej wyglądała zniewalająco.

Ceremonia zostaje jednak szybko przerwana przez Olliego opętanego przez mroczne siły Darkseida. Wtedy okazuje się też, że Clark może zastąpić Łuk Oriona jako światło zdolne pokonać mrok.

Jestem pod wrażeniem ilości osób z dawnej obsady serialu, jakich udało się zebrać na zdjęcia do finałowego odcinka. Oczywiście zwykle taka okazja powoduje, że łatwiej aktorów do powrotu przekonać, ale życie już nie raz pokazywało, że nie jest to takie proste. Ponownie pojawia się zatem John Schneider w roli Jonathana Kenta, a raczej jego ducha. Podobnie jak w premierowym odcinku 10. serii pt. "Lazarus" objawia się Clarkowi w chwili, gdy tego potrzebuje. Nie jest to specjalnie logicznie wyjaśnione, a właściwie w ogóle nie jest, ale kiedy dodamy do tego Anette O’'Toole jako Marthę Kent i sceny, kiedy znów widzimy całą rodzinę w komplecie, przestaje mieć to jakiekolwiek znaczenie. Scena w stodole to jeden z najmocniejszych punktów tego odcinka. Pozwala ona poczuć, że to nie jest zwykły prolog Supermana, ale przede wszystkim finał "Tajemnic Smallville". Proste "It's time" Jonathana znakomicie ilustruje ostateczne poparcie rodziców Clarka wobec jego prawdziwego przeznaczenia.

Aby jednak nie było tak radośnie, wydaje mi się, że twórcy trochę pogubili się we własnych scenariuszach. Podczas gdy przez większość odcinków 10. sezonu (a w szczególności w 200-tnym "Homecoming") wmawiano nam, że Clark musi zostawić swoją przeszłość za sobą, teraz okazuje się jednak, że jest zupełnie na odwrót – to ona stanowi jego siłę, tylko dzięki niej może stać się superbohaterem, jakiego świat potrzebuje. W ten sposób twórcy chcieli pokazać, że Kent musi odnaleźć równowagę pomiędzy Ziemią a Kryptonem, przeszłością a przyszłością i byciem Clarkiem Kentem a Supermanem. Choć nie przedstawiono tego w idealny sposób, trudno zaprzeczyć, że stanowi to doskonałe podsumowanie i pewnego rodzaju metaforę serialu.

Stare twarze to także powrót jedynego i niepowtarzalnego Michaela Rosenbauma w roli Lexa Luthora. Choć jego nieobecność w ciągu ostatnich trzech sezonów sprawiła, że serial stracił na wartości, to dzięki temu też jego pojawienie się w finale smakowało bardziej, niż kiedykolwiek przedtem. Od początku uważałem, że zabicie tej postaci w ósmym sezonie było błędem, nic nie stało na przeszkodzie, by Lex wciąż pozostał w ukryciu i kontynuował rekonwalescencję po zniszczeniu Fortecy. Wątek z klonowaniem wprowadzony na początku ostatniej tej serii cieszył się raczej umiarkowanym entuzjazmem z mojej strony. Istniała szansa jednak, by powrót młodego Luthora nie oznaczał pojawienia się klona – w jednym z niedawnych odcinków Lionelowi stojącemu przy grobie syna ukazał się Darkseid. On zaś mógł po prostu wskrzesić Lexa Luthora, jakiego znaleźliśmy. Zamiast tego twórcy zaserwowali nam połączenie obu tych rozwiązań – Darkseid ożywił do tej pory "niesprawnego" klona.

Spotkanie Clarka i Lexa w spalonej rezydencji Luthorów wypada wpisać na listę najlepiej napisanych scen w historii serialu pod względem dialogów. Słowne potyczki dwóch wrogich sobie panów to po prostu czysta poezja i niemal każde zdanie wypowiadane przez zarówno jednego, jak i drugiego mogłoby zostać uznane za najlepszy cytat z serialu. Perfekcyjnie na nowo wykreowano postać Lexa, grającego fair wroga, chcącego pokonać Supermana, nie zaś samego Clarka. I jak na ironię, cała rozmowa okazuje się być motywatorem dla Clarka do dalszego działania i uwierzenia w siebie.

Nie mogło zabraknąć także Zielonej Strzały. Jego kostium chyba rzadko widywaliśmy w ciągu ostatnich kilku odcinków i miło było znów zobaczyć, jak pomaga Kentowi w walce ze złem. Zastanawia mnie jednak w jaki sposób pozbył się proroków Darkseida – zwykłe strzały potrafiły ich zabić? A może udało mu się znaleźć jakieś cząstki Łuku Oriona? Czy też może to po prostu po raz kolejny czysty duch zwyciężył nad siłami ciemności?

Na szczęście pomimo tych wszystkich powrotów starczyło miejsca na pokazanie stałych bohaterów i to w sposób znakomicie nakreślający ich charaktery. Jak na przykład miało to miejsce z Lois. Po raz kolejny zobaczyliśmy zadziorną dziennikarkę w akcji. Lane nie jest tylko miłością Supermana, jego drugą połówką, kimś, na kogo zawsze może liczyć – jest też postacią z własnych charakterem. Zmagania z koleżanką z Daily Planet, czy też kłótnie w samolocie to Lois w pełnym blasku. Taka była przez cały okres trwania serialu i taka jest też w finale.

Nieuchronnie zbliżamy się do ostatecznej rozgrywki pomiędzy Clarkiem a Darkseidem. W roli tego drugiego – nieco zaskakująco – Lionel Luthor, który zaprzedał duszę w zamian za życie syna. Ich potyczka nie jest długa i opiera się w dużej mierze na samych słowach, do czego "Tajemnice Smallville" przez wszystkie lata nas przyzwyczaiły. Finałowa walka broni się jednak wykorzystaniem retrospekcji, które prezentuje swojemu synowi Jor-El.  Krótkie sekwencje przypominające wszystkie próby przyszłego Supermana to kolejny ukłon w stronę wytrwałych widzów, a to, co następuje tuż po nich...

Są w kinie takie momenty, kiedy jednoczysz się ze swoim bohaterem, kibicujesz mu z całych sił i wręcz podskakujesz z miejsca. Tak było choćby w "Matriksie", gdzie Neo zrozumiał, że naprawdę jest wybrańcem. Tak było też, kiedy Aragorn przybył wraz z całą armią Umarłych podczas oblężenia Minas Tirith w trzeciej części "Władcy Pierścieni". Tzw. "crowning moment of awesome" to chwila, kiedy dzieje się coś tak niesamowitego, że będzie się oglądało tę scenę jeszcze co najmniej 10 razy. I taki właśnie moment udało się zrealizować twórcom "Tajemnic Smallville". Kiedy Clark Kent w walce z Darkseidem utrzymuje się w powietrzu, natychmiast podskoczyłem z wrażenia, a łzy szczęścia napłynęły mi do oczu. Szkoda, że tak szybko nadszedł koniec, ale pewnie na więcej nie starczyło budżetu.

W mitologii Supermana nie ma miejsca na kilka postaci wykreowanych w serialu stacji The CW, m.in. Chloe Sullivan i Tess Mercer. O ile los tej pierwszej zobaczyliśmy  już w otwierającej odcinek futurospekcji, byłem niezmiernie ciekaw, jak scenarzyści wybrną z wątku nieistniejącej w komiksach siostry Lexa. Uśmiercenie tej postaci było chyba dobrym wyborem, aczkolwiek nie wiem, czy nie lepiej by było, gdyby Tess zginęła już wcześniej, z rąk Lionela. I to właśnie jej serce biłoby w piersiach młodego Luthora.

Lexa wskrzeszono wraz ze wszystkimi wspomnieniami, co również kłóci się z oficjalnym kanonem, gdzie Luthor nie zna przecież prawdziwej tożsamości Supermana. Biorąc pod uwagę, jak serial już wcześniej odbiegł od komiksowego pierwowzoru, wydaje mi się, że mogłoby obejść  się kolejnej amnezji. Kilka scen wcześniej Lex pokazał, że jego wrogiem jest Superman, nie zaś sam Clark Kent. Utraty wspomnień to jednak kolejny dobry moment na wspomnienie tego, co było, czyli pokazanie kolejnych dramaturgicznych retrospekcji, tym razem dotyczących łysego biznesmena.

Następnie nadchodzi długo oczekiwana chwila w Fortecy, kiedy Clark w końcu przywdzieje należny mu czerwono-niebieski strój z charakterystycznym "S" na piersi. Czy wspomniałem już o czymś takim, jak "crowning moment of awesome"? Bo to, co zaprezentowano nam w ciągu ostatnich 10 minut odcinka, można by właściwie w całości zaliczyć jako takowy. Począwszy od przemówienia Jor-Ela, kiedy wyraża dumę ze swojego syna i chwali Clarka za postępowanie, poprzez przecudowne wynurzenie się kryształu ze strojem z Ziemi i ponowne pojawienie się Jonathana, tym razem już ze strojem na rękach. Jeżeli na świecie istnieje gdzieś magia, to doświadczamy jej właśnie podczas oglądania tego wszystkiego.

Clark startujący... Przepraszam! Superman startujący z Fortecy to majstersztyk pod względem montażu i muzyki. Podobnie następujący chwilę później ratunek samolotu z Lois na pokładzie. Łkałem ze szczęścia żywymi łzami, jak małe dziecko. Naprawdę.

Do zakończenia porządków zostało pożegnanie planety Apokolips, która przez cały odcinek dążyła do zderzenia z Ziemią. Superman tym przybywa na pomoc, niczym w filmowych pierwowzorach – wyłania się z niebios, podczas gdy na dole gromadzą się setki przerażonych ludzi. Scena na pewno wymagała na pewno olbrzymich kosztów i trzeba tutaj twórców pochwalić. Wiadomo, że nie są to efekty na miarę obrazu trafiającego do kin, ale jak na produkcję telewizyjną jest lepiej, niż dobrze.

I powrót do 2018 roku, a w nim... kolejne niespodzianki! W Daily Planet pracuje już prawdziwy Jimmy Olsen (młodszy brat zmarłego w ósmym sezonie "drugiego" Jimmy'ego, granego również przez Aarona Ashmore'a), w tle słychać Perry'ego White'a i jego słynne powiedzenie ("Great caesar's ghost!"), Lex Luthor zostaje prezydentem, a Clark i Lois wciąż nie są małżeństwem! Wspaniale, że twórcy nie zwalniają tempa i aż do ostatniej minuty ciągle nas zaskakują.

Gdy w tle zaczyna pobrzmiewać słynna partyturą Johna Williamsa, już wiemy, że koniec się zbliża. Pozostała jeszcze tylko ostatnia scena. Clark na dachu. Zrzuca kamizelkę. Zdejmuje okulary. Poluźnia krawat. Rozrywa koszulę. "S" na piersi. Zaraz zobaczymy Supermana w pełnej krasie.

A przynajmniej tak sobie to wyobrażałem. W poprzednich scenach właściwie nie pokazano nam dokładnie Wellinga w stroju, uciekano się do zbliżeń na twarz, dalekich planów, bądź szybkich ujęć. Teraz miała nadejść ta chwila i tu, niestety, bardzo się zawiodłem. Jedyne, co dostajemy to widok klatki piersiowej z kostiumem. To mało. Za mało.

Podejrzewam, że Tom Welling w stroju zwyczajnie nie prezentował się najlepiej. Wszystko, co widzieliśmy były to komputerowe efekty, które zastąpiły poniekąd potrzebę ubierania czerwono-niebieskiego kostiumu. Podczas castignów do "Superman: Powrót" kazano mierzyć aktorom stroje superbohatera, po prostu nie każdy się do tego nadawał. Dlatego też pewnie twórcy zrezygnowali z pokazania Wellinga w stroju w pełnej krasie. Lepiej jedynie zaakcentować główny emblemat, niż narazić scenę wieńczącą serial na wyrazy politowania czy wyśmianie.

Wielka szkoda, że nie padła też nazwa "Superman". W normalnej linii czasowej raczej nie było na pojawienie się jej miejsca, ale już w przyszłości... Szkoda.

Na uwagę zasługuje też muzyka. Przed kilkoma dniami w serwisie iTunes udostępniono kompozycje z całych 10 lat serialu, które choć są na pewno warte uwagi, to przydałby się osobny album wyłącznie ze ścieżką dźwiękową z finału. Usłyszeć można było parę znanych już tematów, ale w nowych aranżacjach, a także mnóstwo zupełnie nowych i to niekoniecznie mocno wzorowanych na Williamsie kawałków. Miejmy nadzieję, że Warner Bros. Zdecyduje się na kolejne - chociaż elektroniczne – wydanie.

Finał nie był idealny, można zarzucić mu wiele rzeczy, niedociągnięć, braków. W ostatecznym rozrachunku jednak nie liczy się, czy Tom Welling kostium założył, czy nie - liczy się, iż zrobił to Clark Kent. Zamknięto praktycznie wszystkie najważniejsze wątki i stworzono dwugodzinny spektakl, który ogląda się jednym tchem. Tak emocjonalnie reagowałem tylko raz w swoim życiu, a było to podczas finałowego odcinka "Przyjaciół". Teraz wiem, jak bardzo będzie mi brakować cotygodniowych przygód Clarka, Lois i spółki. To jak pożegnanie z przyjacielem. Przyjacielem, który był ze mną przez ostatnie 10 lat.

I za to ci, przyjacielu, dziękuję.

Czytaj także:
Jak zostać Supermanem w 10 lat
"Nowe przygody Supermana" - okularnik ze stali

Ocena: 9.0/10 (124 głosów oddanych)


  Facebook  nk.pl  Digg  Delicious  Digg  StumbleUpon
2011-05-14 11:27:37 D.R.

Revan 14.05.2011, 12:18:56
Zgadzam się prawie całkowicie, dla mnie też finał był genialny, aż podskakiwałem na krześle z bananem na twarzy w niektórych momentach Najbardziej mi zabrakło pełnej sylwetki Supermana i lepszych efektów specjalnych, wszystko wyglądało jak wklejone. Liczyłem, że po odepchnięciu planety Darkseida zobaczymy Supermana na szczycie wieżowca i w tle wiwatujących ludzi, tymczasem bezsensownie skupili się na tłumie. Brakło też samego słowa Superman i jak słusznie zauważyłeś, przydałoby się jeszcze dodatkowe 5 sekund chociaż, właśnie na ten lot z dachu Daily Planet. Ogólnie 9,5/10 (-0,5 za te braki i mizerne efekty)
Aleks 14.05.2011, 13:05:29
Szkoda ze to już koniec ((( Będę tęsknił za tym serialem
Murdoc 14.05.2011, 13:27:12
Serial też śledzę praktycznie od początku. Nie byłem z nim tak związany jak autor, ale jak o tym pomyślę, to przecież zawsze gdzieś tam w tle był przez te wszystkie lata. Oglądałem go z przyjemnością, mimo, że nie był to produkt z najwyższej półki. Nie porzuciłem go pewnie dlatego, bo serial ewoluował od historii dla nastolatków do godnej ekranizacji komiksów wraz ze wszystkimi komiksowymi niuansami i głupstewkami pozornie nie pasującymi do produkcji telewizyjnej.
Rozumiem co przeżywał autor, bo podobne uczucia towarzyszyły mi przy oglądaniu finału 'Lost' z którym to serialem byłem najbardziej zżyty.

Smallville nigdy nie był wysokobudżetową produkcją stawiającą na akcję, więc po finale nie spodziewałem się wielkiego zaskoczenia w tej kwestii. Był to godny finał i idealnie zwieńczył te 10 lat odwołując się nawet do najwcześniejszych epizodów.

Co do samej fabuły to szkoda mi było tylko Tess, która na taki los nie zasługiwała. Nie uważam też, że twórcy musieli koniecznie utrzymać kanon znany z komiksu, Smallville od zawsze był własnym tworem i takim powinien być do końca nie przejmując się czy fabuła trzyma się komiksowego pierwowzoru.
Na początku żałowałem, że nie zobaczyliśmy Supermana w pełnej krasie, ale doszedłem do podobnych wniosków co autor - Tom Welling musiał po prostu wyglądać w nim słabo i chcieli oszczędzić nam tego widoku. Subtelne CGI i widok sylwetki z daleka w zupełności mnie satysfakcjonuje.
Trochę kiczowaty wydawał mi się pomysł z komiksem i Chloe czytającą go synkowi. Rozumiem metaforę, że chłopiec to my, widzowie ale ciągle męczył mnie fakt, że taki komiks nie mógłby przecież powstać w tamtym świecie. Myślę też, że nie zobaczyliśmy Olivera w przyszłości tylko dlatego, bo twórcy znów nie chcieli mieszać w komiksowym uniwersum. Nie mogli pokazać, że ten chłopiec to syn Zielonej Strzały, ale też nie zaprzeczyli temu by uradować fanów serialu liczących na przyszły związek Chloe i Olivera. To dobre zagranie, przez to nikt nie mógł czuć się zawiedziony.
Ostatnia scena na dachu wywołała u mnie dreszcz emocji, co chyba najlepiej świadczy o tym, że finał się udał
Murdoc 14.05.2011, 13:28:47
Acha.. Myślę, że Oliver był w stanie zabić pomocników Darkseida bowiem wyzwolił się spod działania ciemności i moc Oriona była w nim. Nie potrzebował jego łuku i strzał, być może fakt, że go dotknął we wcześniejszym odcinku wystarczył.
bitter 14.05.2011, 14:22:05
dziś cały dzień mi towarzyszyć będzie motyw williamsa
Orodreth 14.05.2011, 15:29:44
przynjamniej jeden serial w tym sezonie ktory zniknie z zakonczeniem serii

Jak puscili Williamsa to az lezka sie zakrecila, tez mi brakowalo Wellinga w stroju, ale mozna rzec ze tworcom serialu udalo sie w piekny sposob zakonczyc te sage. Szkoda ze nie bedzie wiecej przygod juz Supermena.

w calym serialu podobalo mi sie to ze kazdy odtworca supermana wyst w tym serialu (oprocz ostatniego, ale pewnie za pozno serial powstal)

dalej uwazam ze do 8 sezonu jest to najbardziej melodramatyczny serial jaki w w zyciu widzialem (jak na serial o bohaterze akcji), ale obejzalem wszystkie odcinki i nie zaluje zadnego (no moze tylko walki finalowej z Doomsday'em...Żal nad żale)
stargater0 14.05.2011, 15:48:30
Finał moim zdaniem nie był jakiś super, ale mimo to całkiem niezły. Szkoda, że to już koniec
kolderkowy potwor 14.05.2011, 16:05:29
Szkoda,że znaczna większość finału to taka papka miłosna. Twórcy karmili nas mniej więcej takimi rzeczami przez ostatni sezon. Powiem szczerze że powinien być ten wątek miłosny ale nie aż do takiego stopnia że bite 45 minut zabawy to M jak miłość, a szkoda. Liczyłem na cooooś znacznie lepszego ale sam fakt zobaczenia clarka i lois wkońcu na ołtarzu opłacił sie przewijania odcinka co chwila o 5 sekund do przodu.
Jonathan kent widać że na siłe jest wepchnięty, ale to co już z Lexem zostało wymyślone to naprawde bije "jump the shark" na lep i szyje. Ludzie to jakies niedorzeczne, alternatywne rzeczywistosci klony lexa itp.... Prawdziwe smallville skonczylo sie tak naprawde jak Lex zrezygnowal z serialu. Widac bylo ze historia zostala zarysowana na szybko i niedokladnie w zwiazku z brakiem glownego zlego charakteru, ale mimo wszystko dotrwalem do konca.

Jestem szczesliwy ze wkoncu to zakonczyli. Ogladalem i tak to juz "la zasady", ponieważ fabularnie juz nizej chyba by nie spadlo.

Ps. mimo wszystko ostanie minuty jak leci w tym stroju warto zobaczyc.

Komentarz został edytowany przez użytkownika kolderkowy potwor dnia 14.05.2011, 16:07:15
Brighty 14.05.2011, 16:40:17
Solidny finał. Fajerwerków się nie spodziewałem, chciałem przyzwoitego podsumowania historii i to się mniej więcej udało. Serial nie próbował być czymś, czy nie jest, nie obiecywał wyjawienia jakiejś wielkie tajemnicy, dlatego finał jest naturalny.

Welling jak dobrze pamiętam sam zarzekał się, że nie będzie w niebieskich rajtkach paradował. Nie oszukujmy się, taki kostium, wprost wzorowany na komiksowym, będzie kiczowato wyglądał praktycznie na każdym.

Rozumiem dlaczego dodano Lexa w finale, ale ten wątek wydawał mi się troszkę na siłę wciśnięty i tak naprawdę w tym momencie niepotrzebny. I zabicie Tess była beznadziejnym i bardzo, bardzo rozczarowującym zakończeniem jej wątku.
kolderkowy potwor 14.05.2011, 16:41:30
[quote:'Orodreth napisał(a) dnia 14.05.2011, 15:29:44'] (no moze tylko walki finalowej z Doomsday'em...Żal nad żale)[/quote]
To samo przecież było z zodem w ciele Lexa( no moze troszke lepsza ale tez krociotka). Jeżeli chce sie zobaczyc superman-a jak walczy z doomsday-em to polecam "Superman: Doomsday" te walki sa naprawde epickie. Oczywiscie niemozliwe do zrealizowania w serialowej produkcji, ale sama walka to oczywiście nie wszystko.
evans 14.05.2011, 17:21:48
Bardzo fajny tekst (co prawda ma trochę błędów które wypadałoby poprawić ale z ogólną myślą się całkowicie zgadzam. Mógłbym nawet rzec, że autor napisał dokładnie to co ja czuje - fajnie wiedzieć, że był ktoś w Polsce co przeżywał dokładnie to samo co ja.

Odnośnie fabuły to jeszcze wytłumaczę tylko parę kwestii:
- GA nie zabił wysłanników Darkseida ale wysłał ich do Phantom Zone - groty strzał tak się ładnie przecież świeciły a parę odcinków wcześniej widzieliśmy, że w Watchtower udało się bohaterom stworzyć odpowiedni do tego kryształ
- w przyszłości gdy Chloe czyta komiks na samym końcu pada słowo Superman więc niby jest ale faktycznie, w DP mogłoby też paść, np. w scenie gdy Lois rozmawia z Jimmim
- brak Toma w pełnym stroju mnie nie boli
- przywrócenie Lexa mi się podobało, utracenie pamięci też logicznie zrobione
- krótka walka? do tego nas przyzwyczaili i niczego więcej się nie spodziewałem, dla mnie SV to głównie emocje, dialogi i ludzkie zachowania a walki na drugim planie

To chyba tyle. Finał jak dla mnie idealnie pasował do całego serialu i ładnie pozamykał wątki. Na pewno nie raz wrócę do tego serialu w przyszłości.
niunia 14.05.2011, 18:56:34
dla mnie finał ok. będzie mi brakowało Smallville
oglądałam go przez 5lat(zaraziłam się od męża i tak mi już zostało),bardzo lubiłam Chloe,Lois,Clarka,Olivera,Lexa,Lionela,Marthę i Jonathana Kentów, i wielu innych bohaterów ,jedyną osobą-postacią która mi działała na nerwy była Lana- i nigdy za nią nie tęskniłam.
Brakowało mi bardzo fajnej muzyki,która była w początkowych seriach.
10lat to kawał czasu i pozostałe seriale mogą tylko pozazdrościć Smallville wiernych fanów.
naszrider 14.05.2011, 19:01:26
Super tekst, szkoda że nie siedziałem w Smallvile przez ostatnie sezony Ale finał, po takiej recenzji, na pewno obejrzę
arkar 14.05.2011, 20:40:34
Oceniając jako odcinek daję 7, jako finał 10-ciu sezonów trochę słabo wypadł. Obejrzałem z sentymentu bo dla mnie ten serial skończył się po 6 sezonie.Po tym jak akcja przeniosła się do Metropolis serial zmienił się na gorsze i nie odzyskał tego czaru z pierwszych sezonów. Szkoda tylko że zabrakło jakiejś efektownej walki na koniec odcinka.

Komentarz został edytowany przez użytkownika arkar dnia 14.05.2011, 20:41:34
Szocik 14.05.2011, 21:25:44
Super! tylko walka mogła być dłuższa no i mogli pokazać jak odepchnął tę planetę swoją światłością czy siłą Kryptończyka.
Lub3C 14.05.2011, 22:19:37
Mam mieszane uczucia co do finału. Tez tak jak autor jestem fanem serialu do 9 sezonu obejrzałem przynajmniej dwa razy, wcześniejsze sezony nawet więcej.
Czuję się trochę przez twórców serialu oszukany, pierwsza połowa to rozterki miłosne, noż kurcze można to było załatwić w 15 min, a nie w pół godziny serialu.
Powrót Lexa, tak! Ale styl w jakim to zrobili trochę naciągany, liczyłem na oryginał, a dali klona. Ale scena w zrujnowanej posiadłości bardzo dobra, aż się wcześniejsze ich potyczki przypomniały.
Powrót Johnatana, można byłoby zakończyć na scenie na cmentarzu, a kostium mógłby mu wręczyć Jor-El, przecież też był pochowany na Ziemi. A skoro duch Johnatana mógł to zrobić to równie dobrze i duch kryptońskiego ojca, moim zdaniem słowa o ojcowskiej dumie dopiero zrobiły by wrażenie na widzach.
Retrospekcje mi się podobały (zarówno te "w poprzednim odcinku" jak i te Clarka czy Lexa), choć były ciut za długie jak dla mnie, ale zobaczyć Lanę to było coś. Szkoda, że nie pokazali Pete'a.
Efekty jak na serial robiły wrażenie, zwłaszcza scena w stodole i z samolotem.
Szkoda trochę braku bardziej epickiej finałowej walki.
Finał jednak w ogólnym rozrachunku był dobry, esencja serialu w ciągu niecałych 90 min, ze wszystkimi zaletami i wadami.
Mimo wszystko, czuje że przyszedł czas zakończyć niesamowita przygodę jaką było Smallville. I tylko szkoda, że nie usłyszymy już więcej sławnego "Hey, Slallville".
jarek87 14.05.2011, 23:26:45
Finał był bardzo dobry. Oczywiście było w nim troche dziur, jak np obecność Johnathana (po za sceną w stodole bylo to zupełnie niepotrzebne), czy sposób w jaki Oliver pokonal proroków, generalnie wiele rzeczy możnabyło zrobic lepiej, ale i tak wyszlo dużo lepiej niż oczekiwałem. Początek z retrospekcjami świetny. Scena wątpliwości przedślubnych mogła się wydać nużąca ale moim zdaniem była potrzebna. Może bylo ciu za ckliwie, ale bez przegięć (co bylo ostatnio częstym przypadkiem w serialu). Rodzinna scena w stodole,, o której pisale także bardzo dobra. Lois także do samego końca była świetna i myślę, że minie soro czasu zanim ktos dorowna Erice w odtwarzaniu tej postaci. Znakomita scena ślubu. Znowu obyło się bez przesadyzmu i ckliwego banału. W końcu puscili piosenke zamiast tego kompozytorskiego chłamu. Aż mi se przypomniały dawne lata serialu, kiedy śoundtrack był jedna z jego największych zalet.
jarek87 14.05.2011, 23:27:06
Od czasu odejścia Michaela Rosenbauma w 7 sezonie twórcy poszaleli z postacią Lexa. Jego śmierć i rozdzielenie Clarka z Laną w 8 sezonie były świetne. Uważałem że jego postać powinno się zostawić w spokoju, albo zachować przy życiu by sioę ukrywał czy coś. Całe to zamieszanie z klonami mi się nie podobało. Kiedy uślyszałem o powrocie aktora do serialu ucieszyłem sie, choć uważam, że powinien był wrócić wcześniej. Bałem śie że twórcy wcisną jakiś kit o jego powrocie, po za tym 2 sceny zz nim mnie nie satysfakcjonowały. Wszystko to przestało mieć znaczenie gdy się w końcu pojawił. Scena z Clarkiem jest tak epicka, że musiałem ją obejrzeć dwukrotnie. Nie spodziewaem się że to wlasnie Lex zachęci naszego bohatera do działania. W całej rozmowie czuć bylo echa dawnej przyjaźni ale także niemożliwe do przeskoczenia róznice miedzy obiema postaciami. Michael wśliznął się w postać Lexa tak jakby w ogóle z niej nie wychodził. Twórcy [beeep] spięli historie Supermana z tym co wydarzyło się w Smallville wymazując Lexowi pamięć. Przyznam się, że to mnie kompletnie zaskoczyło i znakomicie wyjaśniało dlaczego Lex i Superman rzekomo wcześniej się nie znali. Jednak ewidetnie szkoda mi Tess ponieważ uważam że ta postac zasługiwała na dużo więcej... Lex zrobil coś złego z dobrych pobudek. Kolejny przykład, iż ta postać jest bardzo wielowymiarowa. Dopóki nie zobaczyłem go na ekranie, nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo brakowało go w serialu przez te 3 lata. To tylko 2 sceny a ile wniosły do finału...
jarek87 14.05.2011, 23:27:23
Walka z Darkside'em i sam lot biedny ale mozna było tego oczekiwać po Smallville. Retrospekcje w czasie rozmowy z Jor-Elem w sumie były zbedne, bo w sumie tylko zamieszały zamiast zbudować klimat. Sądziłem, że Nauka lotu będzie inaczej wyglądać. Tom zarzekał sie że stroju nie zalozy i słowa dotrzymał Może to i dobrze. Twórxy robili co mogli i nie wyszło to tak beznadziejne jak mogło wyjść (choć gdyby Welling wlozyl strój byloby dużo łatwiej to nakręcić). Budżet biedny to i efekty biedne. Oczekiwałem fajnej walki na koniec a wyszło jak zwykle, czyli krótko Zresztą walki zawsze były na drugim planie. W serialu zawsze chodziło o postacie i ich rozterki, radzenioe sobie z życiem i pokonywanie przeciwnosci. Wprawdzie od 8 sezonu gdy serial stał sie bardziej komiksowy, cała ta warstwa emocjonalna przekroczyła granice banału i śmieszności ale od czasu do czasu zdarzalo się że serial mial przebłyski dawnej swietności... Kto wie, może gdyby finał i reszte sezonów realizował WB i wlasciwi twórcy serialu Miles Millar i Alfred Gough, to wypadloby to lepiej, ale nie ma co gdybać.

Do dziś uważam, ze serial powinien byl skończyć się na 6-7 sezonie. Już 7 sezon byl naciagany, ale dawało sie to jeszcze ogladać ze wzgledu na ostateczną przemiane Lexa. Gdy go zabrakło spłycono fabułę i rzadko kiedy odcinek wciągał. Dlatego 8 sezon uważam że najsłabszy w historii serialu. w 9-tym troche sie poprawili a obecny moze byłyby dobry gdyby nie wprowadzenie na siłę prawie całej obsady z poprzednich sezonów (Powrót Lionela i Johnathana mogli sobie darować i sprowadzić Karę na wiekszą ilość odcinków). Ogldałem jednak i nie żałuję. Gdyby owe sezony nie powstały nie poznałbym wspanialej Cassidy Freeman. Dziewczyna ma talent i mam nadziejem że nie pozwoli o sobie zapomnieć. Chętnie zobaczylbym ją w innej produkcji sci-fi Jak juz mowiłemdlatego szkoda mi Tess chć Cassidy swietnie zagrała scenę jej śmierci.
jarek87 14.05.2011, 23:27:57
Broniłem serial przez te 3 lata i cieszyłem się gdy dostawał kolejny sezon bo mam do niego sentyment. Gdyby dostał 11 sezon też bym się ucieszył. Ze Smallville spedziłem kawał życia. Zacząłem go ogladac jako 14-latek. Dziś mam 23 i moge powiedzieć, ze serial byl ze mna kawał życia. Dorastałem wraz z Clarkiem i jego przyjaciółmi, utożsamiałem się z postaciami i moge powiedzieć, ze serial wpłynął na mnie dość mocno. To byla pierwsza produkcja amerykanska którą ściągnąłem i ogladałem z napisami. Dzięki Smallville poznałem grupę Hatak (która wtedy robiła napisy tylko do dwóch seriali Stargate SG-1 i Smallville). Gdyby nie Smallville nie obejrzałbym masy świetnych seriali bo od tego się to wszystko zaczęło. Na pewno będę czuł się dziwnie wiedząc iż nie obejrze już nowego odcinka. Wypaliłem wszystkie odcinki na DVD i dzis mogę powiedzieć, że skompletowalem calość. Żałuje jedynie iż nie udalo się zrobic żadnego spin-offa, ktory by niejako zastapił Smallville. To duże universum i szkoda, że konczy się na jednym serialu. Bardzo liczylem na spin off o Zielonej Strzale lub Lidze Sprawiedliwych ale cóż moze twórcy w przyszlosci coś wymyślą. Skończyla sie pewna epoka mojego życia i jestem szczęśliwy iż przez tyle lat mogłem śledzić przygody Clarka i jego rodziny. Z pewnoscia kiedyś w przyszlosci do niego wrócę.

Komentarz został edytowany przez użytkownika jarek87 dnia 14.05.2011, 23:28:52
Tofik 15.05.2011, 00:08:40
nie zapoznałem się z serialem (nic a nic) ale jestem pod wrażeniem opisu podsumowana serii (na plus).. szkoda że w czasach finału sg-1 po 10 latach serii sg-1 nie doczekał się stosownego podsumowania z "sercem i rozumem"
Gunnar 15.05.2011, 00:14:47
a ja sie zapytam co dalej? stacja CW tak samo jak ABC po osieroceniu nas przez Zagubionych poprostu zniknie??
oczywiscie jest tam pare seriali ale ABC wedlug mnie juz nie istnieje bo tylko kręcą po jednym sezonie i anulują. Wiec pytam się moze ktos sie orientuje czy szykuje sie coś po za Terra nova tak wielkiego na miarę minimum 5 sezonoów?
Pavulon_00 15.05.2011, 00:30:46
finał był ni dobry ni zły, a powinien być epicki jedno mnie zastanawia the cw tak walczyło o to żeby Michael Rosenbaum wrócił do produkcji, a tym czasem jego postać nic nie wniosła do serialu poza oglądalnością. ale czy dla niej było warto się tak starać i tak było wiadome ze dużo ludzi to obejrzy.
rodis 15.05.2011, 00:43:54
A teraz zostaje mi tylko obejrzeć od początku Lois & Clark The Nev Adventures of Superman
tyciek 15.05.2011, 00:49:29
sledzilem serial od poczatku..z czasem juz ogladalem z przyzwyczajenia, powodow niemusze wymieniac bo kazdy prawie mial podobne odczucia ze serial byl robiony na sile.. no ale co do koncowki..
Zawiodlem sie strasznie, zapowiadana byla koncowka na niewiadomo jak wielkie wydazenie. jak ogladalem co chwila patrzylem na czas kiedy wkoncu sie cos zacznie.. ten caly motyw z powtorkami mi sie nie podobal, choc rozumiem oco chodzilo autorom wiec to akorat jeszcze moge zniesc mimo ze mi sie nie podobalo i mialem straszna ochote przewinac..
Podobnie jak tu wiekszosc co do Jonatana Centa uwazam ze postac wcisnieta na sile, mysle ze mogli by lepiej zrobic jesli by go przeniesli z innego wymiaru ale nie ducha.. no kurde przegiecie...
postac Lexa, nastepna przeginka z tymi calymi klonami, juz lepiej byl by motyw ze Lex sie caly czas ukrywal a zginol w wybuchu jego klon wlasnie, to by bylo lepsze..
Co do Tess, cuz jesli musieli usmiercac ta postac mogli to zrobic w lepszym stylu niz taka glupawa smiercia, lepsza by byla opcja juz ze faktycznie wycieli jej serce dla Lexa..ale nie taka glupia i prosta smierc..
Walka z darksidem sie zawiodlem niesamowicie, caly odcinek mdlawy w rozterkach milosnych, brac ten slub czy go nie brac.. a sam potyczka jak i rozwalenie planety zbyt szybie i malo efektowne..
podsumowujac, jak tu juz wczesniej niektorzy, caly serial sie czekalo na to kiedy Clark stanie sie tym supermanem, a tu mysle ze zrobione bylo na odwal i tyle. W niby tak zapowiadanym finale brakowalo samego supermana i tego tekstu chociaz.. " To ptak??.. to samolot??.. nie to Superman.." no i sie nie doczekalem..
Ja sie zawiodlem na koncowce.. mialo bycv tak fajnie a skonczylo sie mdlawo.. no ale koniec z tym.. zaraz beda nowe seriale.. Pozdrawiam fanow..
Phantom 15.05.2011, 08:44:03
Też czuję ogromny niedosyt jak reszta chłopaków. Przerażająco krótka walka finałowa, więcej rozterek miłosnych aniżeli akcji, Lionel i inni wciśnięci jakby na siłę, króciutki występ Lexa, zbyt łatwe pokonanie Darkside'a. Liczyłem na coś zgoła innego,na wielki odcinek-największy wróg,Lex powraca i w ogóle. Twórcom zabrakło wyobraźni, ale miło było oglądać Smallville przez te 10 lat.Pozdro
jarek87 15.05.2011, 09:28:27
Poprzednio chwaliłem serial to teraz troche ponarzekam. Nie sądzę żeby chodziło o wyobraźnie. Po prostu jak zwykle poszło o Kasę. Gdyby mieli środki to może by coś z tego było a tak jest jak jest. Moim zdaniem wątek ślubu powinni byli zamknąć już w 20 odcinku a w finale skupić sie na Lexie i Darkside'dzie. Niestety jak juz pisałem walki byly zawsze tylko dodatkiem w serialu więc nie zaskoczyła mnie ich uboga ilość. Ponadto to było takie trochę nie fair że w momencie powrotu Lexa, zabito jego następczynie Moim zdaniem ta postać nie zasługiwała na taki koniec. Twórcy za bardzo chcieli połaczyć serial z komiksem. Od 3 sezonów dailogi w ogole były jakieś z kosmosu wzietę, bzdety o walce światła z mrokiem, przeznaczenie i gadki jakim to wielkim człowiekiem będzie Clark. Już w 7 sezonie było to odczuwalne gdy wprowadzono wątek Veritas i Podróżnika ale jeszcze dało się przeżyć... Dlatego finał ocenilem na dobry bo nie miałem duzych oczekiwań. Tak zwykle jest gdy zwiększa sie oczekiwania widzów, bo gdy przychodzi co do czego okazuje się, źe nie jest to to czego się spodziewaliśmy

Cały sezon to motyw niepotrzebnych powrotów. Johnathan i Lionel powinni byli zostać martwi (Johnathan technicznie jest martwy, ale chodziło mi że powrót do serialu był zbędny, szczególnie w finale), za to szkoda że Kara nie pojawiła sie częściej (jej ostatni występ to wielki WTF, prawie nic nie wniósł do odcinka) mogli też zaprosić Zatanne Ale i tak było miło.

Komentarz został edytowany przez użytkownika jarek87 dnia 15.05.2011, 09:30:42
prezes170 15.05.2011, 13:41:17
A ja miałbym małe pytanie do KOMIKSOWYCH EKSPERTÓW w kwestii przedostatniego odcinka. W Fortecy Jor-El mówi do Kary iż "Jej przeznaczenie jest w innym miejscu i w innym czasie". Czy jest o tym mowa w komiksach?? Supergirl też posiada jakiegoś swojego "ostatecznego przeciwnika" w przyszłości gdzieś we wszechświecie??
2Mass 15.05.2011, 14:39:48
Pytanie która Supergirl Ale ostatnia Kara-El sporo czasu spędziła walcząc z Zodem oraz Brainiac'iem, więc pewnie można ich uznać za głównych wrogów (na razie).
Murdoc 15.05.2011, 14:49:21
[quote:'prezes170 napisał(a) dnia 15.05.2011, 13:41:17']Czy jest o tym mowa w komiksach?? Supergirl też posiada jakiegoś swojego "ostatecznego przeciwnika" w przyszłości gdzieś we wszechświecie??[/quote]
Jor-El przeniósł ją najprawdopodobniej do 31 wieku gdzie Supergirl mogła dołączyć do drużyny Legion of Superheroes. Ostatnio w komiksach Kara jest przedstawiana jako członkini właśnie tej drużyny z przyszłości.
2Mass 15.05.2011, 16:21:37
Ostatnio w komiksach, to dostała wycisk od Dubbilexa i to zdecydowanie w 21 wieku (czyli teraz), gdzie toczy się akcja serii Supergirl
prezes170 15.05.2011, 16:54:54
WOW!! Dzięki wszystkim za wyczerpujące odpowiedzi. Swoją drogą jestem pod wrażeniem waszej znajomości tego co się dzieje w Amerykańskich komiksach Skąd to wszystko wiecie?? Wasz angielski jest na dobrym poziomie i szukacie komiksów na necie w pdf ???
2Mass 15.05.2011, 17:17:11
Ja osobiście więcej kupuję na Multiversum niż ściągam z neta. A język jest dość prosty, więc wielkiego wysiłku nie ma, ale nie wszystko warto czytać, warto najpierw np. odwiedzić poniższą stronę by przeczytać o nowościach:
http://www.dccomics.com.pl
popey21 15.05.2011, 20:01:24
ja sie zawiodłem słabe zakończenie zabrakło jakiejś widowiskowej walki i Clarka w stroju supermana w jakiś ciekawych ujęciach
jurandzik 16.05.2011, 16:40:18
Krótko i tematycznie a także słitaśnie:
Bardzo fajna recenzja mogłoby być więcej takich finałów, a nie tylko jeden, to autor by sobie podyskutował jeszcze bardziej... ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Nie ma zmiłuj .

Komentarz został edytowany przez administratora Dawid Rydzek dnia 17.05.2011, 14:52:09
JackieChan1986 16.05.2011, 18:18:20
Od pierwszego odcinka do teraz....Do Finału....hmm Ten serial miał odcinki które mogły zachwycic i wciagnac...niestety finał nie byl taki super jak sie spodziewalem...nie to chcialem zobaczyc poza tym Welling nawet nie zalozyl kostiumu a bylo widac tylko animacje superka w kostiumie jestem zawiedzony tym bardziej ze jestem fanem tej produkcji...
TupacMakavel 18.05.2011, 15:49:41
Ja także widziałem wszystkie odcinki i wychowałem się na tym serialu. Dobry finał czy nie, łkałem przez prawie cały odcinek Zobaczyć znowu sceny z odcinków które widziałem kilka lat temu... zobaczyć jak w końcu Clark lata i staje się Supermanem.. bezcenne Czekałem na to i jestem zachwycony. Autor powiedział właściwie wszystko, najgorsze było to, że nie pokazali Clarka w kostiumie, ale to i tak nie ważne. Już tęsknię za tym serialem
anka 22.05.2011, 16:23:41
Świetna, bardzo emocjonalna recenzja, która oddaje dokładnie stan moich własnych odczuć co do finału i całego serialu. Co do jednego nie mogę się jednak zgodzić - nie wiem jakie były przyczyny, że Tom Welling nie założył stroju na koniec ale napewno nie takie, że być może źle się w nim prezentował. Moim zdaniem Tom Welling nawet w derce na głowie prezentowałby się świetnie. Na koniec chcę podziękować całemu Hatakowi za waszą niesamowitą pracę przy serialach i filmach - nie wiem co byśmy zrobili bez waszej pasji.
Thomasinio25 23.05.2011, 09:50:13
No i niestety Smallville się zakonczyło. Pamiętam wszystkie odcinki włacznie od pierwszego. I już w tedy serial wciągał. Co prawda jak każdy serial miał lepsze momenty i gorsze ale zawsze się czekało z niecierpliwością co będzie w następnym odcinku. Mi się bardzo podobał i napewno obejrze go nie raz jeszcze posiadam wszystkie odcinki haha
1 2
zaloguj się, aby dodać nowy komentarz...